Previous następna
Nr 5/2012 ...
Nr 4/2012 ...
Nr 3/2012 ...
Nr 1-2/2012 ...
nr 12/2011 ...
Nr 11/2011 ...
Nr 8-10 ...
Nr 7/2011 ...
Nr 6/2011 ...
Nr 5/2011 ...
Nr 3-4/2011 ...
Nr 1-2/2011 ...
Nr 9/2010 ...
Nr 7-8/2010 ...
Nr 6/2010 ...
Nr 5/2010 ...
Nr 3-4/2010 ...
Nr 1-2/2010 ...
Nr 12/2009 ...
Nr 11/2009 ...
Nr 10/2009 ...
Nr 9/2009 ...
Nr 7-8/2009 ...
Nr 6/2009 ...
Nr 5/2009 ...
NR 3/2009 ...
Nr 2/2009 ...
Nr 1/2009 ...

Włodzimierza Lipczyńskiego reminiscencje górskie

moja_wspinaczkam

  

Dlaczego chodzę po górach - sam sobie zadaję to pytanie.

 

Jestem miłośnikiem gór i wędrowcem po Tatrach. Od dawna znam górskie szlaki, przełęcze i wejścia na szczyty. Górami zostałem zauroczony za młodu, będąc harcerzem, chodziłem, pokonywałem trudności, odkrywałem piękno i tak już we mnie to pozostało.

Tatry imponują mi - są dla mnie wyniosłe i dzikie, takie polsko-patriotyczne, za każdym razem inne. Odciskają się na moim charakterze, przy każdej „pogodzie ducha” następuje moja ponowna odnowa. Jest to szczególna reinkarnacja na duchu i ciele. Zapominam o codziennych troskach, staję się fizycznie wyzwolony, a wszelkie cierpienia z nizin są wynoszone na wierzchołki i tu samoczynnie znikają.

W swoim sercu noszę tęsknotę za górami. Mieszkam daleko od moich gór – nad morzem i za każdym razem długa rozłąka nie daje mi spokoju. Pozostawiam więc na co dzień melancholijne morze i mknę do moich zaczarowanych, czasem niebezpiecznych, a tak pogodowo dynamicznych wierzchołków górskich - tatrzańskich szczytów i otulających chmur. Góry wyzwalają we mnie niesamowitą energię, bo muszę je pokonać – zdobyć, zgodnie z zasadą co w wyniku wysiłku powstaje to dłużej się pamięta. Zdobywać cokolwiek z nakazu osobistego, wewnętrznego imperatywu, to znaczy kochać z nieuleczalnym istniejącym uczuciem. Kocham góry - im dłużej je znam to coraz bardziej tęsknię za nimi, często wracam, aby się nasycić i być lepszy dla ludzi i Boga. Osiągam wewnętrzną równowagę, spokój i radość życia.

moja_wspinaczkam

 Włodzimierz Lipczyński w drodze na Rysy

Bywam w górach w różnych porach roku, ale zawsze najpiękniej jest w czasie złotej polskiej jesieni. Barwy jakie występują w tym czasie w krajobrazie naszej ojczyzny mają szczególne kolory, jednak całą ich paletę dostarczają tylko Tatry. Są to wszystkie odcienie żółto – czerwieni, brązu i przesyconej zieleni, a biel powstająca to szron z pierwszego zimowego poranka. Góry znam również zimą. Są wtedy bardziej niebezpieczne, ale jeszcze piękniejsze. Kiedy szusuję na nartach, na bezkresnych białym obszarze, odkrywam w sobie ducha gór i metafizyczną przemianę – ciało ulotne, kto mną wtenczas kieruje w osiąganiu niebiańskich szybkości. Góry stały się moją pasją i ucieczką do krainy dziecięcych czarów, do siedziby elfów, gnomów i leśnych ludków. Widzę je kolorowo, wyzwalają we mnie różne uczucia - raz artystyczne, to znowu heroiczne, a tak prawdziwie konfrontacyjne. W górach nie tylko się sprawdzam, ale mam odpowiedź jaki faktycznie jestem, co we mnie głęboko siedzi. To jest też moje zawsze nowe odkrycie i refleksyjne patrzenie na życie. Piszę moje pamiętniki – „Na pograniczu gór i nieba, czyli mieszanina faktów i uczuć”. Zamieszczam moje wspomnienia ze spotkanymi ludźmi gór. W górach groźnych, gdzie wspólne przeżycia zbliżają do siebie osoby – w ogóle sobie nieznane, gdzie następuje samoistna integracja ludzi w pokonywaniu trudności w walce żywiołem gór i gdzie istnieje nasza wspólna miłość do gór, tam istnieje pełne nasze człowieczeństwo.

Czekam na wypowiedzi czytelników

Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.