Previous następna
Nr 5/2012 ...
Nr 4/2012 ...
Nr 3/2012 ...
Nr 1-2/2012 ...
nr 12/2011 ...
Nr 11/2011 ...
Nr 8-10 ...
Nr 7/2011 ...
Nr 6/2011 ...
Nr 5/2011 ...
Nr 3-4/2011 ...
Nr 1-2/2011 ...
Nr 9/2010 ...
Nr 7-8/2010 ...
Nr 6/2010 ...
Nr 5/2010 ...
Nr 3-4/2010 ...
Nr 1-2/2010 ...
Nr 12/2009 ...
Nr 11/2009 ...
Nr 10/2009 ...
Nr 9/2009 ...
Nr 7-8/2009 ...
Nr 6/2009 ...
Nr 5/2009 ...
NR 3/2009 ...
Nr 2/2009 ...
Nr 1/2009 ...

Wiersze Witolda Kiejrysa

Z wielką radością prezentujemy Państwu wiersze Witolda Kiejrysa.

 

mowa wierszem

przykład na to, że strofa jest w stanie pomieścić wszystko.

szczelinami wypadają błędy. jeden po drugim.
w niepogodę zaczynają rosnąć kiełkować, jak sporysz,
dzikie. wszystkie nieparzyste. skołatane grzechem, single.

a w dni pogodne słońce posiewa kolory kwiatom;
mak niekwiat kwitnie na makatce,
dzień wstaje rozdziawiony, z poukładanym scenariuszem,
odjeżdżającymi w tempo autobusami i grzanką na masce.

kawa rości sobie prawo do bezprawia. w porannym przeglądzie
szeleszczą papierowe szpalty palta,
w patiach wiciokrzew, w spłowiałych ustach przekleństwpo.

  

gdziekolwiek gdzieś zawsze

 

kapela rżnęła od nocy do rana
pośród śmiechów gwizdów i jęków
zwalonym pantoflom
obojętną była muzyka
także ta muzyka

a jej wydawało się że jęki
to śpiew rajskich ptaków
ten przemieniał się w rechot
ukrytych w sitowiu zielonych żab
modrookich rudych
i dziurawych ud
ginących echem w porannej mgle
i zapachu łąki
  

 

ramiona

 

boję się o ciebie. i ciebie.
spoglądam w stronę, z której mogłabyś nadejść.
tyle strachów mieszka w tobie.

niektóre z nich weszły we mnie.
budzą się nie tylko po nocy.
wypełzają za dnia,
oblepiają mnie,
nie mogę uczynić nawet kroku.

czuję szum w uszach.
robi się ciemno.
wypływa ze mnie brudna treść.

gdzie jesteś?
chodź.
tylko w twoich ramionach
będzie nam bezpiecznie

 

 

* 

wodziła
po konturach rysunku
oczu i ust
chcąc zapamiętać


delikatnie obrysowywała ciało
dotykała pomarszczonej miejscami skóry
bez strachu


jej pamięć zanurzała
w jego pamięć
marzenia z myślami plątali
śmiechem i kroplami potu

poddawał się
wspierał zapamiętaniem
że zapadając w sobie
żegnają ostatnim pociągiem
donikąd

  

woda

 

wszystko zależy od miejsca
z którego patrzysz

toń wody nasyca się
obrazami wysokich wiązów
i płożących nad brzegiem wierzb
(nie wiedzieć czemu płaczących)

spośród nich wyłania się zarys
wielkiej jak maszt wieży
ciśnie się w wodę i niebo
zaznacza przestrzeń

obok rysunek
konstrukcji szpitala
domu mojej mamy -
mojego drugiego domu

pamiętam chłód korytarzy
i ciepło jej dłoni

jezioro faluje
oddala przybliża obrazy
sięga okien pociągu
po czym znika
po drugiej stronie
  

 

 

 

indeks

 

strachy wychylają się z ciemnych kątów
niczym zaśniedziały krwią pieniążek -
nic za nie, nie kupisz i nie pobrudzisz rąk
tylko w środku poczujesz wilgotne zimno,
jak w tamtą czterdziestą pierwszą noc.
zapomnisz nazwiska i rodowego domu,
zapomnisz gwiazd, niebo zapłonie ciszą.

za woalem ukryty detal,
za detalem ukryte sumienie -
kogo bardziej boli?
  

 

 

wiem że nie wiecie

 

nie jestem anty...gdzież mi.
znam sporo przykładów w drugą stronę ciętych,
mam zadowalać zacieśnione gusta?
kim wtedy będę, innym niż kim jestem?
wiatrem, czy latawcem?
 

 

 

świat skrywa swoje tajemnice

 

świat skrywa swoje tajemnice
zawstydza się swym własnym cieniem
a ja bezwiednie wykopuję
szperam w pamięci i papierach
wywracam kamień i nicuję
inni sczytują mędrce prawią
w annałach piszą

ja
nic nie wiem

przecieram oczy znów zasypiam
na powrót w stan nieważki wpadam
czy o talarach śnię czy murze
załomach jego i stokrotce w nim
nie wiem bo sny osobiste
a chciałbym

pięknie opowiadasz

mój boś wlazł we mnie

nieznajomy 

 

 

Na wieść o śmierci Koleżanki Liliany

Kieliszek - odma zła i śmierci,
duszna zaraza co bezmiarem krzywdzi
w imię miłości wierności cierpienia,
złóg samotności także i zwątpienia -
przyczynek nieszczęść wielu i jednego,
upadłej łaski, bezgrzechu grzesznego.

Nie wiń więc bracie i siostro przyczyny
z której upadłym podnieść się nie dano
i ugnij tylko pokornie kolano,
by pochyleni nad troską i żalem
w cichej modlitwie, nad nią i nad sobą,
zważyli nasze... czyśmy nie bez winy?!

 

on mówi

lubię rzeczy i sprawy proste
nawet wtedy gdy niewidzący
opacznie wszystko tłumaczą
przedkładając chęć wyrażenia siebie
i swojego wizerunku
nad istotę rzeczy

a skoro lubię
sam zapewne czynię podobnie
nie zdając sobie nawet
z tego sprawy - muszę to naprawić

bywam uchem uwierającego smaku
z równym skupieniem
wsłuchując się w melodię lasu
jak i plusk wody -
mówią o mnie, że potrafię
słuchać okiem i patrzeć uchem
i tylko słowa chropawe i słone
bywają jak wysoki cień klifu

w lustrzanym odbiciu
spraw własnych i cudzych
częściej spotykam ból
smutek i cierpienie
które lgną do mnie modlitwą
rozgrzeszam wtedy
udzielam błogosławieństwa
proponuję pokutę przez miłość
to lubię najbardziej

 

krotochwila 

mój dzień wczorajszy pełen pracy
szczęściem zapomniał ta usnęła
i kiedy ranek z słońcem wstawał
poczułem rześkie wybudzenie
jak te niedźwiedzie co wiedzione
pragnieniem słońca i posłańca
wiecznej wędrówki ku krainie
gdzie miód i panny i gdzie chucie
dla jednych w trawie
innym w sianie
a jeszcze innym w starym bucie

dzisiaj gdy rower przysposobię
ruszę przed siebie w swą wędrówkę
lecz nie do panien
to już było
w pamięci tylko drżą mi uda
i te pozornie piękne cuda
dziś pamięć jak ta pajęczyna
rozplata wiatr przymyka oczy
w kufelku sok pod drzewem sjesta
nad nimi ptak ten ptak to spokój
posiedzi potem się poderwie
i wzleci ku wysokim chmurom

a ja popatrzę za nim może
albo na chmurze się położę
i w dal popłynę bez roweru
 

wkiDSCN40241

A oto co Witold Kiejrys napisał o sobie: 

Jestem choszcznianinem przez fakt zamieszkiwania w tym mieście przez
58 lat. Człowiekiem z ogromnie powichrowanym życiorysem. Alkoholikiem,
trzeźwym od 12 lat, od 11 lat niepalący. Od czterech lat mieszkam w
Warszawie, miejscu swojego urodzenia. Tutaj pracuję, poza tym jestem
emerytem, wypracowałem sobie emeryturę kolejową. Z wykształcenia leń
'średnich', maturalny. Taki, który kręcił się po wielu uczelniach
niczego nie kończąc. Co z tego, że w życiu nie oblałem żadnego
egzaminu szkolnego. skoro ten życiowy tyloma porażkami znaczony. Mimo
wszystkich zawiłości i upodlenia, których doświadczyłem, stwierdzam,
że życie jest piękne, a Miłosierdzie Pana, nie zna granic.
Dla mnie, to Niepojęte!