Previous następna
Nr 5/2012 ...
Nr 4/2012 ...
Nr 3/2012 ...
Nr 1-2/2012 ...
nr 12/2011 ...
Nr 11/2011 ...
Nr 8-10 ...
Nr 7/2011 ...
Nr 6/2011 ...
Nr 5/2011 ...
Nr 3-4/2011 ...
Nr 1-2/2011 ...
Nr 9/2010 ...
Nr 7-8/2010 ...
Nr 6/2010 ...
Nr 5/2010 ...
Nr 3-4/2010 ...
Nr 1-2/2010 ...
Nr 12/2009 ...
Nr 11/2009 ...
Nr 10/2009 ...
Nr 9/2009 ...
Nr 7-8/2009 ...
Nr 6/2009 ...
Nr 5/2009 ...
NR 3/2009 ...
Nr 2/2009 ...
Nr 1/2009 ...

Julek - opowiadanie Jana Przęczka

W czasach, które zależnie od nastroju wydają się odległymi lub całkiem bliskimi, patrzymy na siebie innymi oczami. Zatem tak dawno, że właściwie nie wiem kiedy Nasza Pani w III klasie powiedziała: zwierzętom nie należy dawać imion ludzkich. Życie jednak ma swoje prawa i po odejściu Pixie, postanowiliśmy nie przyjmować nowych zwierząt. Do najbliższego poniedziałku sprawa się przedawniła i w ten sposób pojawił się On, przy okazji dostał ludzkie imię Julek.

Zdjęcie0065  kopia

 Chcieliśmy kota starszego wiekiem, raczej takiego, którego my byśmy opłakiwali. Zwierzę pozostawione samopas (tak przeważnie bywa) zostaje skazane na stres z powodu niezasłużonej samotności.

Julek jest jednak stosunkowo młody i ma charakterek niczym jedna z moich dawnych znajomych. Kot nie jest dawną znajomą i z jego narowami trzeba się jakoś pogodzić. W schronisku podpisaliśmy odpowiednie „cyrografy”, wzięliśmy kota do pojemnika, pojemnik do samochodu i…problemy zaczęły się po odpaleniu silnika.

Całą drogę „biedne kocię” szalało, na szczęście nie wpadł na pomysł jak otworzyć transporter. Jakoś dojechaliśmy do domu. Otworzyłem transporter. Wyszedł. Nie zwrócił najmniejszej uwagi na kuwetę, wszedł do otwartej akurat łazienki wskoczył do wanny i… wyładował na dnie cały swój stres. Po wszystkim wyszedł i schował się do kanapy. Postanowiliśmy na razie go nie ruszać.

Po konsultacjach uznaliśmy, że Panu Kotu nie odpowiada kuweta po Pixie. Natychmiast kupiłem nową.

Postanowiliśmy porozumieć się ze schroniskiem. Niestety panie ze schroniska stwierdziły:

– Jeżeli Państwu nie odpowiada, wymienimy na innego –

Byliśmy z żoną zaszokowani.

– Kot to nie zabawka – stwierdziliśmy.

Zakładając, że to przypadkowa wpadka zdenerwowanego przeprowadzką, postanowiliśmy zatrzymać zwierzę w domu. Licząc, że żwirek jest dogodniejszy od wanny, odkrytą kuwetę z piaskiem ustawiliśmy obok. Rzeczywiście następnego dnia „głęboką medytację” kot odbywał w kuwecie. Stopniowo urządzenie wynieśliśmy poza łazienkę. Najważniejszy problem dzięki wrodzonej inteligencji zwierzęcia został opanowany.

Zaczęło się „normalne” życie. Podobno kotom, szczególnie po kastracji, do swobodnego życia wystarcza powierzchnia mieszkania. Nasz okazał się wyjątkiem. Przez kilka dni obserwował jak pies wychodzi na spacer. Przyglądał się jak Norka (nasz pies) się zachowuje chcąc wyjść na spacer, jak ubieram jej smycz, jak po naciśnięciu klamki drzwi się otwierają i we dwójkę wychodzimy z domu. Obserwacje przyniosły efekt.

Pewnego dnia po powrocie ze spaceru, usłyszałem od żony:

– Słuchaj, po twoim wyjściu on skoczył na klamkę drzwi się otworzyły i kocur uciekł na klatkę schodową –

– Zmyślna bestia – odparłem.

– Na szczęście pobiegł do góry i nie wiedział co dalej, dzięki temu go złapałam i przyniosłam do mieszkania –

– Trzeba mu kupić smycz i zacząć go wyprowadzać - przypomniałem sobie jak to robili kuzyni ze swoim. Wtedy żartowałem sobie, nie bardzo wierząc, że zwierzę żyjące swobodnie nawet w warunkach domowych, pozwoli się prowadzać na smyczy.

Tymczasem kot, zauważywszy, że nie bardzo rozumiemy, co chce powiedzieć, zaczął nam sprawę wyjaśniać. Oczywiście po „kociemu”. Gdy zauważył psa szykującego się do spaceru, natychmiast zaczynał skakać na klamkę, miaucząc przy tym żałośnie. Natychmiast kupiliśmy mu smycz, powoli ustaliły się godziny jego wyjścia. Pies wychodzi na spacer kilka razy w ciągu dnia, kot późnym wieczorem i wcześnie rano. Głośne, żałosne miauczenie i skoki na klamkę są sygnałem kategorycznego żądania wyprowadzenia na zewnątrz. Gdy „prośba” nie zostaje spełniona kot pozostaje nieubłagany tak długo dopóki ktoś z domowników się nie załamie.

Jego zachowanie przypomina charakter pupilka naszej dawno zmarłej znajomej i dla pamięci tamtego nazwaliśmy go Julkiem. Jego zachowanie świadczy, że moglibyśmy nadać mu dowolne imię i tak by nie reagował.

Spacery z Julkiem są osobną poezją. Gdy wieczorem widzi psa szykującego się do wyjścia, zaraz zaczyna „prosić” – ja też. Przechadza się wokół mnie, ociera o nogi, podbiega do drzwi, drapie drzwi lub ścianę. Niestety, u mnie pies ma pierwszeństwo, kot ma swoją kuwetę. Po powrocie, przeważnie jest już ciemno i nie ma spacerujących psów, ktoś z nas dwojga żona albo ja ubiera kotu uprząż. Jest to specjalny ceremoniał, zawieszam uchwyt na klamce a Julek w tym czasie opierając się łapkami o drzwi wyciąga się na całą długość. Następnie zapinam obie części, najpierw obróżkę następnie napierśnik, sprawdzam zamocowanie i sprężynę smyczy. Otwieram drzwi, wychodzimy.

Na klatce schodowej zwierzę staje się czujne, od razu przytula się do ściany i biegnie „złodziejskim” krokiem po schodach tuż przy ścianie. Jest czujny i spięty. Między klatką schodową a hallem są przeszklone drzwi, podchodzi do nich i uważnie bada przestrzeń. Gdy oceni, że jest bezpiecznie drapie w drzwi spoglądając jednocześnie w moją stronę jakby mówił:

– No co się obijasz? Otwieraj!

Po chwili powtarza się procedura z drzwiami zewnętrznymi. Wychodzimy. Zwierzę cały czas jest spięte. Stajemy pod okapem, Julek uważnie bada przedpole, gdy pada deszcz rezygnuje ze spaceru.

Przy odpowiedniej pogodzie robimy „obchód rewiru”, na początek kieruje się do wiaty na odpadki. Bramka jest zamknięta i wejście dla kota jest zabronione. Od strony jednej ze „ślepych” ścianek rosną gęste zarośla. Tam odbywa się seans „medytacji”, po dokładnym zasypaniu produktu, idziemy dalej.

Po drugiej stronie wiaty stoją parkujące samochody. Te z kolei zostają dokładnie obwąchane, jakby chciał sprawdzić czy zostały prawidłowo ustawione. Potem idziemy na spotkanie z zaprzyjaźnionym jeżykiem. Biedak unika „przyjaciół” zwijając się w kłębek. Kot ogląda go ostrożnie nie dotykając igieł. Pozostało jeszcze wytarzanie się w żwirze na alejce i wraca do domu trzymając mnie na końcu smyczy.

Kocurek zadomowił się u nas i tylko jego osobistą tajemnicą zostanie, dlaczego nasikał do mojego prawego buta.

Jan Przęczek

Najnowsze wydanie

Polub nas na Facebook-u