Previous następna
Nr 5/2012 ...
Nr 4/2012 ...
Nr 3/2012 ...
Nr 1-2/2012 ...
nr 12/2011 ...
Nr 11/2011 ...
Nr 8-10 ...
Nr 7/2011 ...
Nr 6/2011 ...
Nr 5/2011 ...
Nr 3-4/2011 ...
Nr 1-2/2011 ...
Nr 9/2010 ...
Nr 7-8/2010 ...
Nr 6/2010 ...
Nr 5/2010 ...
Nr 3-4/2010 ...
Nr 1-2/2010 ...
Nr 12/2009 ...
Nr 11/2009 ...
Nr 10/2009 ...
Nr 9/2009 ...
Nr 7-8/2009 ...
Nr 6/2009 ...
Nr 5/2009 ...
NR 3/2009 ...
Nr 2/2009 ...
Nr 1/2009 ...

Morskie opowieści: Tam za horyzontem ……

Michał Dąbrowski  o Leszku Wiktorowiczu

dabrDSC03211m

Wielkie marzenia rodzą się przeważnie z dala od ich przedmiotu. Dominująca tęsknota człowieka z głębi Polski, za morskim żywiołem przywiodła go z pod rzeszowskiej wsi tu nad Bałtyk. Jego pierwsze spotkanie z wielkimi żaglami miało miejsce w basenie wojskowym na Oksywiu w 1957 roku, gdzie jako kandydat do oficerskiej szkoły marynarki wojennej znalazł się na pokładzie historycznego żaglowca ORP „Iskra”.

Od tego czasu niczym conradowski bohater tułał się po morzach i oceanach, aby dotrzeć na sam szczyt, zostać tym jedynym w Polsce - komendantem fregaty szkolnej Akademii Morskiej w Gdyni. Zarówno życie kapitana Leszka Wiktorowicza, jak i żywot żaglowca Dar Młodzieży nierozerwalnie związane są z gdyńską uczelnią. PSM-ka, WSM-ka i Akademia Morska, te trzy takie same, ale nie te same szkoły oraz Dar Pomorza i Dar Młodzieży dwa jakże różne od ciebie żaglowce choć podobne z stylu ożaglowania i przeznaczenia. Kapitan Wiktorowicz pełnił służbę na obu. Jako komendant Daru Młodzieży od 1984 roku pływając na chwałę swoją, statku i uczelni.

Licząc tylko dowodzenie uzbierało się tego około 20 lat na niemal wszystkich morzach i oceanach świata. Pod gorącym niebem Australii czy pod zimnym i groźnym przylądkiem Horn, wszędzie tam, gdzie był Dar Młodzieży, był i kapitan Wiktorowicz.

Czy praca na morzu może być zaraźliwa? Bywa, że nawet bardzo. Kapitanem był jego młodszy brat Adam. To samo robi dzisiaj jego syn kapitan Mariusz Wiktorowicz, a wnuk Artur jest studentem akademii morskiej.

Komendanta Leszka Wiktorowicza wspominają dzisiaj zarówno budowniczowie żaglowca jak i studenci, z których wielu jest też już dzisiaj kapitanami czy starszymi mechanikami.

W annałach pozostały fotografie ze spotkań z głowami państw i z ludźmi zwykłymi, a oficerowie jego załóg wymawiają nazwisko Leszka Wiktorowicza z szacunkiem i w postawie niemal zasadniczej.

Ten hornowski bohater przez wiele lat przewodził elitarnemu stowarzyszeniu Bractwa Kaphornowców. Jego postać wpisana jest na stałe do panteonu wielkich kapitanów akademii tuż obok, Mamerta Stankiewicza, Konstantego Maciejewicza, Karola Borchardta, Tadeusza Meisnera, Kazimierza Jurkiewicza czy Wiktora Gorządka.

dabrDSC03211m

Lecz tak jak każdy statek ma swój port przeznaczenia, tak każdy marynarz ma swój rejs ostatni. Mając 70 lat kapitan Leszek Wiktorowicz zszedł na stałe z pokładu swojego żaglowca. Była jeszcze dwuletnia komendantura na statku muzeum Dar Pomorza, i dobry Bóg wykreślił mu ostatni kurs w tej ziemskiej żegludze, do ostatniego portu wielu ludzi morza – na Gdyńskie Witomino. Jak powiedział rektor prof. Romuald Cwilewicz podczas uroczystości odsłonięcia tablicy: „…niech ta tablica będzie początkiem powstania swego rodzaju zapisu wspominającym naszych wspaniałych polskich kapitanów, a ciebie kapitanie Leszku Wiktorowiczu witam tu pierwszego. Witam słowami Józefa Conrada - ….Kotwica jest wykuta i ukształtowana dla wierności; dajcie jej grunt, w który może się wgryźć, a będzie trzymała, póki łańcuch nie pęknie…”

dabrDSC03163m

Tablicę poświęconą kapitanowi Leszkowi Wiktorowiczowi, wieloletniemu komendantowi Daru Młodzieży wmurowano i odsłonięto w Gdyni dnia 30.09.2011 na nabrzeżu niemal w miejscu gdzie trap tego żaglowca łączy jego pokład z lądem. 

Michał Dąbrowski